Przejdź do głównej zawartości

Załóż Subkonto

Kobieta w pokoju siedzi na łóżku, trzyma na kolanach laptop. Pisze na klawiaturze.
Czas czytania: 6 min

Niezapomniana wakacyjna przygoda

Prawdziwe historie podopiecznych

Przed nami kolejna odsłona Waszych historii z cyklu „Prawdziwe historie podopiecznych”. Zapytaliśmy o wakacyjne przygody, które zapadły Wam szczególnie w pamięci. Wakacje to nie tylko czas odpoczynku, ale także okazja do realizowania marzeń, odkrywania nowych miejsc i budowania relacji, które nadają życiu wyjątkowy sens. Historie publikowane w tej rubryce pokazują, że mimo wyzwań dnia codziennego warto odważnie sięgać po swoje cele i korzystać z możliwości, jakie daje aktywne uczestnictwo w życiu społecznym i kulturalnym. Opowieść Anny Buczek doskonale wpisuje się w misję Fundacji Avalon, która wspiera osoby z niepełnosprawnościami w dążeniu do samodzielności, sprawczości i pełnego uczestnictwa w świecie.

Podziel się swoją pasją, wysyłając maila na adres: [email protected].

Jeden ważny dzień [Anna Buczek]

Jako osoba chorująca na rdzeniowy zanik mięśni (SMA) zawsze byłam świadoma, że nie mogę czekać z realizacją swoich planów i marzeń. Jednak przeciwności, które zwykle pojawiają się na drodze do spełnienia tych pragnień, często wszystko opóźniają i czasami realizacja marzenia trwa kilka lat. Aż przychodzi taki dzień, kiedy marzenie staje się rzeczywistością. Wtedy pojawia się radość i szczęście, że się udało, że było się wytrwałym w swoim postanowieniu… i że wystarczyło sił fizycznych.

Jak w kilku zdaniach opisać jeden ważny dzień spędzony w Warszawie – pełen emocji i przeżyć? Do tego dzień, w którym miało się wrażenie, że ciągle brakuje czasu, że wszędzie jest się „za 4 minuty”, albo że trzeba już zmieniać plany, bo nie zdąży się na czas… To był prawdziwy maraton wycieczkowy – dzień wypełniony po brzegi.

Odkąd dowiedziałam się, że Pan Emilian Kamiński założył Teatr Kamienica w Warszawie, postanowiłam, że muszę tam być. I właśnie kilka miesięcy temu, przy pomocy przyjaciół – bo bez ich pomocy nic by się nie udało – zrealizowałam swoje marzenie.

Zwiedzanie zaczęło się od Pragi Północ. Przemierzyłam i zobaczyłam główne ulice oraz znane budynki Pragi, potem nastąpiło szybkie, a raczej wolne (bo most się zakorkował), przemieszczenie do Śródmieścia. „Bieg” przez Ogród Saski pod fontannę i chwila zadumy przed Grobem Nieznanego Żołnierza.

W parku był moment na złapanie oddechu – przycupnięcie na ławce z głowami uniesionymi w górę i baczną obserwacją gałęzi, na których siadały lub krążyły ptaszory z niepewnymi zamiarami pewnych zrzutów.

Szybkie pakowanie do auta, żeby zdążyć na spotkanie z niesamowitym, cudownym człowiekiem, z którym znam się od kilku lat. To niezwykła internetowa znajomość, a trwa już tyle lat, że trudno je zliczyć. Stwierdziliśmy więc, że najwyższa pora spotkać się w realnym świecie, który mimo wszystko jest fajniejszy od tego wirtualnego.

A tym tajemniczym i wspaniałym człowiekiem jest artysta Leszek Stanek. Było to wzruszające i piękne spotkanie. Leszek także czuwał, żebyśmy wszędzie trafili i zdążyli na czas.

Poznałam też Kajtka – psa Leszka, który swoim wdziękiem i urokiem osobistym oczarował wszystkich.

A potem szybkie przemieszczenie do… „Kamienica, Kamienica, jeszcze niedawno tu była piwnica, a dzisiaj teatr pośrodku stolicy, który zaprasza do Kamienicy…”. To prawda, że to wyjątkowe miejsce i wyjątkowy teatr, który warto odwiedzić… teatr z duszą.

Byłam na spektaklu „Petarda”, gdzie mogłam podziwiać wspaniałą grę aktorską i śmiać się od początku do końca przedstawienia. Po spektaklu czekała mnie miła niespodzianka, która nie była zaplanowana – spotkanie z wokalistą i aktorem Markiem Kaliszukiem. Był czas na chwilę rozmowy i wspólne zdjęcia.

To był piękny dzień… Dzień, który pozostanie w pamięci na bardzo długo.

Moje zielone Królestwo [Mariusz Rokicki]

Dziś mogę delektować się wszystkim, co oferuje wiosna. Co prawda trochę się ociągała i przez dłuższy czas nie rozpieszczała pogodą, ale rozumiem, że z tym wszystkim czekała na mnie. I jak jej nie kochać?

W pobliżu mojego domu rosną niewielkie, nieco zaniedbane trawniki, które pozwoliłem sobie zaadoptować. Od kiedy pojawia się na nich wyspa mleczy, to nie ma dla mnie nic piękniejszego. Dopiero teraz zauważyłem, jak głębokim odcieniem żółci mienią się dzięki nim trawy.

Najważniejsza jest dla mnie wyobraźnia w połączeniu z widokami, które zapierają dech w piersiach. Zapamiętuję te widoki tak, by w momentach smutku móc je sobie przypomnieć i poczuć się lepiej dzięki nim.

Tak sobie myślę, że gdybym miał się narodzić na nowo to tylko jako artysta, który maluje pejzaże. Spędzałbym czas na poszukiwaniu piękna i uwieczniał je na płótnie. No, ale to tylko marzenie, bo oto przyglądam się na żywo wszystkiemu, co wiosna pobudziła do życia i mam lekkie obawy, że coś wyjątkowego mógłbym pominąć…

Zawsze, kiedy wyjeżdżam na spacer, jestem podekscytowany tym, co dziś zobaczę, chcę zobaczyć co zmieniło się od ostatniego razu. Zastanawiam się, jakie ptaki będą dziś śpiewać. Czasami mam wrażenie, że przyroda woła mnie po imieniu. Gdziekolwiek nie spojrzę, widzę coś przepięknego i uważam, że nie jest to przypadek. Na przykład jak wróbelki wiją gniazdko w żywopłocie. To słodkie, jak co chwila przyfruwają z piórkiem, słomą czy trawą w dziobie i skrupulatnie je układają.

Tuż za Domem Opieki znajduje się szkoła gastronomiczna, a obok niej rozciągają się połacie łąk. Rośnie tam ogrom mleczy, stokrotek, chabrów i ziół.

Lubię tam jeździć, bo kilka razy spotkałem tam bociana i czaple. Czułem się jak widz w kinie, siedzący w najlepszym rzędzie, gdzie nikt nie przesłania mi tego pięknego widoku. Czasem zastanawiam się, czemu przed wypadkiem często nie dostrzegałem tych wyjątkowych obrazów. Kochałem przyrodę, zwłaszcza wrzosowiska w naszym lesie, które były jak skrawek nieba. Tylko dobudować mały, drewniany domek i żyć w symbiozie z naturą… Gdy zamknę oczy, widzę wszystko to, co straciłem, czego nie doceniałem, co mogło wzbogacić moje życie i sprawić mi tak wiele radości.

Dziś nie pozwolę, aby cokolwiek mi umknęło. Wszystko mnie cieszy: wiatr, słoneczko, ocieranie się o żywopłot, śpiewy ptaków i gwiazdy na niebie, które widzę, gdy nocą lekko podniosę się na zagłówku pilotem. Takie zebrane w ciągu dnia radości sprawiają, że zapominam o tym, że coś mnie boli i zaczynam się uśmiechać, śpiewać ulubione piosenki… Po prostu chce mi się żyć! Po wypadku nie wierzyłem, że kiedyś to powiem, a dziś chcę to wręcz wykrzyczeć: Boże dziękuje, za to, że mnie uratowałeś i za życie, które mi dałeś! Dziękuję ci za rodzinę i przyjaciół, za znajomych i życzliwe mi osoby, za wszystkich, których postawiłeś na mojej drodze i za to, że pozwalasz mi dalej cieszyć się każdą dobrą sekundą, chwilą, dniem!

Pozdrawiam wszystkich serdecznie! Mamy na ziemi tylko jedno życie, dlatego wykorzystajmy je jak najlepiej, tak, abyśmy wydali dobre owoce, aby nasz plon był obfity!

Szczególnie pozdrawiam osoby z niepełnosprawnością i wszelkimi innymi schorzeniami. Nigdy się nie poddajcie, nigdy i nie traćcie wiary!

Ten artykuł jest dostępny w Biuletynie „Widzialni z Fundacją Avalon” w którym znajdziesz wiele ciekawych artykułów i informacji. Zapraszamy do pobrania i przeczytania lipcowego numeru!


państwowy fundusz rehabilitacji osób niepełnosprawnych

Biuletyn „Widzialni z Fundacją Avalon” powstaje dzięki dofinansowaniu
Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych PFRON

Powiązane artykuły