
Dziecko potrzebuje domu, nie instytucji
Dlaczego DPS nie jest miejscem dla dzieci z niepełnosprawnościami
Lusine Duryan – kierowniczka działu Avalon Kids, Fundacja Avalon
Sposób, w jaki państwo wspiera dzieci z niepełnosprawnościami, jest jednym z najważniejszych testów dojrzałości systemu społecznego. Nie chodzi wyłącznie o dostęp do świadczeń, rehabilitacji czy edukacji. Chodzi o coś bardziej podstawowego: czy dziecko, które wymaga większego wsparcia, ma szansę dorastać w bezpiecznej relacji, w środowisku odpowiadającym jego potrzebom i z poczuciem, że jest widziane jako osoba, a nie jako „przypadek” do obsłużenia przez instytucję.
Dzieci, których system nie powinien gubić
W Polsce od lat mówi się o konieczności wzmacniania rodzin, rozwijania usług środowiskowych, deinstytucjonalizacji oraz budowania systemu bliższego człowiekowi. Jednocześnie nadal istnieją dzieci, które z powodu niepełnosprawności, sytuacji rodzinnej, braku odpowiedniego wsparcia lub niewydolności dostępnych rozwiązań trafiają do Domów Pomocy Społecznej. Formalnie jest to jedna z przewidzianych prawem form pomocy. Społecznie i rozwojowo pozostaje jednak rozwiązaniem, które budzi poważne wątpliwości.
Dziecko z niepełnosprawnością nie potrzebuje wyłącznie miejsca w systemie. Potrzebuje domu rozumianego jako przestrzeń relacji, bezpieczeństwa i przynależności. Potrzebuje dorosłych, którzy znają jego sposób komunikacji, rozumieją jego reakcje, potrafią odczytać lęk, ból, przeciążenie, potrzebę bliskości albo wycofania. Potrzebuje codzienności, w której nie jest anonimowym mieszkańcem placówki, lecz dzieckiem z własną historią, emocjami i prawami.
Więcej niż opieka bytowa
Dom Pomocy Społecznej może zabezpieczać podstawowe potrzeby bytowe. Może zapewnić wyżywienie, miejsce do spania, leki, opiekę pielęgnacyjną i nadzór. Nie oznacza to jednak, że jest środowiskiem właściwym dla rozwoju dziecka. Szczególnie dziecka z niepełnosprawnością, które często wymaga indywidualnego wsparcia, stabilnej relacji, zrozumienia sposobu komunikacji oraz stałej obecności osoby dającej poczucie bezpieczeństwa. Każde dziecko powinno mieć prawo wychowywania się w grupie rówieśniczej. W Domach Pomocy Społecznej dzieci z niepełnosprawnością wychowują się wśród wielu osób pełnoletnich, dorosłych, którzy nie są w stanie odpowiedzieć na ich potrzeby.
Opieka nad dzieckiem nie może być sprowadzona do zapewnienia minimum biologicznego. Dziecko rozwija się w relacji. Uczy się świata przez kontakt z osobami, które są przewidywalne, dostępne emocjonalnie i odpowiedzialne. Dla dzieci z niepełnosprawnościami ta potrzeba bywa jeszcze silniejsza, ponieważ sposób komunikacji, reagowania na stres czy przetwarzania bodźców może wymagać szczególnej uważności i znajomości dziecka.
Prawo dopuszcza, ale nie rozwiązuje problemu
Polskie prawo przewiduje możliwość umieszczania dzieci w Domach Pomocy Społecznej. Podstawę stanowi ustawa o pomocy społecznej, zgodnie z którą prawo do umieszczenia w DPS-ie przysługuje osobie wymagającej całodobowej opieki z powodu wieku, choroby lub niepełnosprawności, niemogącej samodzielnie funkcjonować w codziennym życiu, której nie można zapewnić niezbędnej pomocy w formie usług opiekuńczych. Ustawa przewiduje także domy pomocy społecznej dla dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością intelektualną.
To oznacza, że obecność dzieci w DPS-ach ma podstawę prawną. Legalność takiego rozwiązania nie przesądza jednak o jego adekwatności z perspektywy praw dziecka, jego rozwoju i bezpieczeństwa emocjonalnego. Przepisy mówią o konieczności zapewnienia usług odpowiednich do indywidualnych potrzeb mieszkańca, z poszanowaniem jego godności, bezpieczeństwa oraz stanu psychicznego i fizycznego. Pytanie brzmi więc nie tylko: „czy dziecko może trafić do DPS-u?”, ale przede wszystkim: „czy DPS jest w stanie realnie odpowiedzieć na wszystkie potrzeby dziecka?”. W przypadku wielu dzieci z niepełnosprawnościami odpowiedź jest co najmniej wątpliwa.
Skala problemu nie jest marginalna
Według danych przywołanych przez Najwyższą Izbę Kontroli na koniec 2024 roku w Polsce funkcjonowało 35 Domów Pomocy Społecznej dla dzieci i młodzieży oraz 65 domów łączonych.
Łączna liczba miejsc przeznaczonych dla dzieci wynosiła 4032, jednak faktycznie w DPS-ach przebywało 1059 niepełnoletnich mieszkańców.
To ponad tysiąc dzieci dorastających w modelu instytucjonalnym. Nie są to więc pojedyncze, odosobnione sytuacje, ale zjawisko wymagające systemowej odpowiedzi. Szczególnie niepokojące jest to, że w praktyce dzieci często przebywają w placówkach razem z osobami dorosłymi. Taki model rodzi pytania o bezpieczeństwo, adekwatność wsparcia, prawo do środowiska dostosowanego do wieku oraz możliwość budowania relacji właściwych dla rozwoju dziecka.
Dziecko nie jest „małym dorosłym mieszkańcem placówki”. Ma inne potrzeby, inną wrażliwość i inne prawa rozwojowe. Wspólne funkcjonowanie dzieci, młodzieży i dorosłych w jednej instytucji może prowadzić do sytuacji, w której potrzeby dziecka zostają podporządkowane rytmowi placówki, a nie odwrotnie.
Instytucja zna procedurę, ale nie zawsze zna dziecko
Model DPS opiera się na organizacji opieki zbiorowej. Jego logika wynika z potrzeb instytucji: harmonogramów, zmianowości personelu, podziału obowiązków, liczby mieszkańców i ograniczonych zasobów. Dziecko funkcjonuje jednak według innej logiki. Potrzebuje przewidywalności, indywidualnego podejścia, bliskości i stałości.
W przypadku dzieci z niepełnosprawnościami ta różnica staje się szczególnie istotna. Dziecko, które komunikuje się niewerbalnie, korzysta z komunikacji alternatywnej, ma trudności sensoryczne, doświadczenie traumy, niepełnosprawność intelektualną albo potrzebuje szczególnego sposobu wsparcia, nie może być traktowane jak „zadanie organizacyjne”. Jego zachowania mogą być komunikatem o bólu, lęku, przeciążeniu albo niezrozumieniu sytuacji. Bez osoby, która zna dziecko, łatwo odczytać je błędnie – jako opór, agresję, trudność wychowawczą czy brak współpracy.
To jedna z najpoważniejszych słabości opieki instytucjonalnej: system może mieć dokumentację, ale nie musi mieć relacji. Może znać rozpoznanie medyczne, ale nie znać sposobu, w jaki dziecko pokazuje zmęczenie, strach, ból czy potrzebę kontaktu.
Brak ciągłości relacyjnej
Dla dziecka relacja nie jest dodatkiem do opieki. Jest jej fundamentem. Stabilna więź z dorosłym pomaga rozumieć świat, regulować emocje, uczyć się samodzielności i budować poczucie bezpieczeństwa. W dużej instytucji trudno zapewnić taką ciągłość. Personel pracuje zmianowo, opiekunowie się zmieniają, a odpowiedzialność za dziecko rozkłada się na wiele osób.
Nawet przy dużym zaangażowaniu pracowników DPS-u model ten nie daje gwarancji, że dziecko będzie miało jedną stałą osobę, która zna jego historię, potrzeby, rytuały i sposób komunikowania się. Tymczasem dzieci z niepełnosprawnościami często szczególnie mocno potrzebują stałości i przewidywalności. Brak ciągłości relacyjnej może prowadzić do dezorientacji, wzrostu napięcia, wycofania, trudności w komunikacji, a w sytuacjach kryzysowych – do poczucia całkowitego osamotnienia. Sytuacje kryzysowe ujawniają niewydolność modelu
Najbardziej widoczne ograniczenia DPS-u pojawiają się wtedy, gdy dziecko znajduje się poza placówką: w szpitalu, podczas interwencji medycznej, w sytuacji nagłej lub w kontakcie z inną instytucją. W takich momentach dziecko potrzebuje kogoś, kto zna jego sposób komunikacji, potrafi wyjaśnić mu sytuację, uspokoić je, przekazać personelowi kluczowe informacje i zadbać o jego prawa. Tymczasem DPS często nie ma realnej możliwości zapewnienia indywidualnego towarzyszenia dziecku przez wiele godzin lub dni. Pracownicy muszą opiekować się także innymi mieszkańcami, a system finansowania i organizacji pracy nie przewiduje stałej obecności jednej osoby przy jednym dziecku w sytuacji hospitalizacji. W efekcie dziecko może pozostać formalnie „zaopiekowane”, ale faktycznie samotne wobec choroby, bólu, lęku i niezrozumienia.
To pytanie ma charakter systemowy: czy państwo naprawdę zakłada, że dziecko z niepełnosprawnością może samo przejść przez kryzys zdrowotny? Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, to system musi zapewnić realne narzędzia wsparcia, a nie liczyć na przypadek, dobrą wolę personelu lub obecność osób trzecich.
Piecza zastępcza też nie ma wystarczających narzędzi
Naturalnym kierunkiem dla dziecka pozbawionego możliwości wychowywania się w rodzinie biologicznej powinna być piecza zastępcza, zwłaszcza rodzinna. Ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej opiera się na założeniu, że dziecko potrzebuje środowiska rodzinnego, stabilności, ochrony i warunków do harmonijnego rozwoju. Przewiduje również szczególną formę wsparcia dla dzieci z niepełnosprawnościami – zawodowe rodziny zastępcze specjalistyczne.
Problem polega jednak na tym, że takich rodzin jest za mało. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na koniec 2025 roku w pieczy zastępczej przebywało 78,3 tys. dzieci, z czego 60,7 tys. w pieczy rodzinnej, a 17,5 tys. w pieczy instytucjonalnej. Wśród dzieci w pieczy są także dzieci z orzeczeniami o niepełnosprawności lub stopniu niepełnosprawności, które wymagają szczególnego wsparcia, specjalistycznej wiedzy, dostępnej rehabilitacji, koordynacji leczenia i często stałej gotowości opiekunów do reagowania na kryzysy.
W praktyce system pieczy zastępczej mierzy się z poważnymi ograniczeniami: niedoborem kandydatów na rodziny zastępcze, zbyt małą liczbą rodzin specjalistycznych, przeciążeniem opiekunów, niewystarczającym dostępem do specjalistów, terapii, rehabilitacji i opieki wytchnieniowej. Rodziny, które mogłyby podjąć się opieki nad dzieckiem z niepełnosprawnością, często nie otrzymują wystarczającego wsparcia organizacyjnego, finansowego i merytorycznego.
To sprawia, że DPS staje się niekiedy rozwiązaniem zastępczym – nie dlatego, że jest najlepszym miejscem dla dziecka, lecz dlatego, że brakuje realnych alternatyw. Z perspektywy praw dziecka jest to sytuacja głęboko niepokojąca. System nie powinien wybierać instytucji dlatego, że nie potrafił zbudować wystarczająco silnej sieci wsparcia rodzinnego i środowiskowego.
Problem komunikacji między instytucjami
Jednym z kluczowych braków jest nie tylko sama instytucjonalizacja, lecz także słaby przepływ wiedzy o dziecku między systemami. W praktyce często brakuje ustandaryzowanych narzędzi, które powinny towarzyszyć dziecku w kontakcie z ochroną zdrowia, edukacją, sądem, pomocą społeczną czy innymi instytucjami.
Każde dziecko ze szczególnymi potrzebami powinno mieć łatwo dostępną kartę wsparcia, paszport komunikacyjny lub plan postępowania w sytuacji kryzysowej. Takie dokumenty powinny zawierać informacje o sposobie komunikacji, potrzebach sensorycznych, czynnikach wywołujących stres, sposobach uspokajania, poziomie samodzielności, stosowanych formach wsparcia, ważnych kontaktach oraz ograniczeniach zdrowotnych.
Brak takich narzędzi oznacza, że każda kolejna instytucja poznaje dziecko od początku – często metodą prób i błędów, kosztem jego bezpieczeństwa i godności.
Ryzyko dehumanizacji
Instytucjonalizacja niesie ryzyko uprzedmiotowienia dziecka. Nie musi ono wynikać ze złej woli konkretnych osób. Może być skutkiem mechanizmu, w którym jednostka zostaje podporządkowana rytmowi placówki. Dziecko bywa wtedy opisywane przez pryzmat problemów, procedur, zachowań i ograniczeń, a nie przez swoją podmiotowość, potrzeby i prawa.
W takim modelu decyzje mogą być podejmowane szybciej „dla organizacji” niż „z myślą o dziecku”. Łatwiej mówić o zapewnieniu nadzoru niż o budowaniu relacji. Łatwiej zarządzać zachowaniem niż pytać, co ono komunikuje. Łatwiej przenieść, odizolować lub wyciszyć trudną sytuację niż stworzyć warunki do jej zrozumienia.
Dla dziecka z niepełnosprawnością skutkiem może być poczucie braku wpływu, samotność, utrata sprawczości i doświadczenie, że jego potrzeby są mniej ważne niż wygoda systemu.
Dziecko bez rzecznika swoich praw
Dziecko wychowujące się w rodzinie lub w małej, relacyjnej formie opieki zwykle ma kogoś, kto pyta, wyjaśnia, protestuje, interweniuje i tłumaczy jego potrzeby. Dziecko przebywające w instytucji może takiej osoby nie mieć. Odpowiedzialność rozproszona między wielu pracowników bywa w praktyce odpowiedzialnością osłabioną. Gdy dziecko nie komunikuje się w sposób typowy, nie zna swoich praw albo nie potrafi opowiedzieć o tym, co się wydarzyło, ryzyko naruszeń rośnie. Dlatego dzieci w DPS-ach są szczególnie narażone na niewidzialność. Mogą doświadczać sytuacji, które nie zostaną nazwane jako zaniedbanie, bo nikt ich nie zauważy albo nie będzie miał wystarczającej determinacji, by zareagować.
Piecza zastępcza nie ma wystarczających narzędzi
Warto podkreślić, że obecnie trwają prace nad reformą systemu pieczy zastępczej oraz pomocy społecznej. Jednym z kierunków proponowanych zmian jest dalsza deinstytucjonalizacja opieki nad dziećmi, w tym ograniczenie sytuacji, w których dzieci trafiają do Domów Pomocy Społecznej, oraz rozwój rodzinnych i środowiskowych form wsparcia lepiej odpowiadających ich potrzebom. Kierunek ten jest zgodny z rekomendacjami ekspertów oraz międzynarodowymi standardami ochrony praw dziecka.
Stanowisko Fundacji Avalon
Środowisko osób z niepełnosprawnościami, rodziny, organizacje społeczne i eksperci od lat wskazują, że dzieci nie powinny dorastać w dużych instytucjach. Kierunkiem zmian powinna być deinstytucjonalizacja, rozumiana nie jako likwidacja wsparcia, lecz jako budowa mniejszych, środowiskowych, rodzinnych i relacyjnych form pomocy. System powinien wzmacniać usługi blisko miejsca życia dziecka, wspierać rodziny biologiczne, rozwijać specjalistyczne rodziny zastępcze, opiekę wytchnieniową, dostęp do terapii i rehabilitacji, a także rozwiązania, w których dziecko nie traci podmiotowości. Fundacja Avalon stoi na stanowisku, że Dom Pomocy Społecznej nie powinien być miejscem życia dziecka z niepełnosprawnością. Dziecko potrzebuje środowiska, które nie tylko zabezpiecza jego podstawowe potrzeby, ale tworzy warunki do rozwoju, relacji, komunikacji, sprawczości i uczestnictwa w życiu społecznym. Opieka powinna być projektowana wokół dziecka, a nie wokół ograniczeń instytucji.
Jednocześnie, dopóki dzieci nadal przebywają w DPS-ach, konieczne jest pilne wprowadzenie standardów chroniących ich prawa i dobrostan. Niezbędne są: obowiązkowa karta wsparcia dziecka, paszport komunikacyjny, procedury hospitalizacji i sytuacji kryzysowych, dostępność osoby kontaktowej, szkolenia dla personelu opiekuńczego i medycznego, mechanizmy rzecznicze oraz realny nadzór nad tym, czy potrzeby dziecka są rozumiane i respektowane.
Perspektywa praw dziecka
Problem obecności dzieci w DPS-ach należy analizować nie tylko organizacyjnie, również prawnie i etycznie. Zgodnie z Konwencją O Prawach Dziecka dobro dziecka powinno być sprawą nadrzędną we wszystkich działaniach dotyczących dzieci. Dzieci z niepełnosprawnościami mają prawo do szczególnej troski, wsparcia i warunków umożliwiających im godne życie oraz aktywne uczestnictwo w społeczeństwie. Konstytucja RP zobowiązuje władze publiczne do ochrony dziecka przed zaniedbaniem, a ustawa o pomocy społecznej nakłada na DPS obowiązek świadczenia usług adekwatnych do indywidualnych potrzeb mieszkańca, z poszanowaniem bezpieczeństwa, stanu psychicznego i godności.
Jeżeli model opieki nie jest w stanie zapewnić dziecku relacji, reprezentacji, bezpieczeństwa emocjonalnego i adekwatnej komunikacji, to nie wystarczy mówić o spełnieniu minimalnych standardów bytowych. Trzeba zapytać, czy taki model rzeczywiście realizuje dobro dziecka.
Co musi się zmienić
Dziecko nie powinno być dopasowywane do instytucji. To system powinien być projektowany wokół potrzeb dziecka. Oznacza to konieczność odchodzenia od dużych form opieki instytucjonalnej na rzecz rozwiązań bliższych rodzinie, społeczności lokalnej i indywidualnym potrzebom.
Potrzebna jest również zmiana myślenia: z opieki rozumianej jako nadzór na opiekę rozumianą jako relacja, wsparcie i rzecznictwo. Dziecko z niepełnosprawnością nie może być tylko mieszkańcem placówki, pacjentem, numerem w dokumentacji czy osobą wymagającą obsługi. Jest podmiotem praw, osobą rozwijającą się, czującą, komunikującą i potrzebującą bezpiecznych dorosłych. DPS może zapewnić dach nad głową. Ale dziecko potrzebuje domu – rozumianego nie jako budynek, lecz jako przestrzeń relacji, bezpieczeństwa i przynależności. Właśnie dlatego trzeba jasno powiedzieć: Dom Pomocy Społecznej nie powinien być miejscem dorastania dziecka z niepełnosprawnością.
Ten artykuł jest dostępny w Biuletynie „Widzialni z Fundacją Avalon” w którym znajdziesz wiele ciekawych artykułów i informacji. Zapraszamy do pobrania i przeczytania lipcowego numeru!

Biuletyn „Widzialni z Fundacją Avalon” powstaje dzięki dofinansowaniu
Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych PFRON





