Przejdź do głównej zawartości

Załóż Subkonto

KRS 0000270809
Czas czytania: 6 min

Głos, który potrzebuje odpowiedniego wsparcia, aby móc wybrzmieć

Kasia Wasiak – twórczyni kanału Kasianawozku, samorzeczniczka i testerka rozwiązań technologicznych, pracuje nad powołaniem organizacji „Wspieramy, nie wyręczamy”.

Twórcy i artyści z niepełnosprawnościami mają gotowe przekazy i emocje, którymi chcą się podzielić. Żeby jednak dotrzeć do odbiorców, potrzebują zaplecza: studia, montażu, promocji czy asystencji.

Potrzeba realnych zasobów zamiast deklaracji

Częściej chwali się twórców za odwagę, niż mówi o kosztach. A to właśnie środki i zasoby decydują o tym, czy praca ujrzy światło dzienne. Instytucje chętnie zapraszają osoby z niepełnosprawnościami do projektów i zachęcają do zabierania głosu. W praktyce te zaproszenia zderzają się z brakiem równego dostępu do narzędzi umożliwiających pracę. Zaproszona osoba szybko trafia na barierę: musi opłacić dojazd, nie ma zapewnionego asystenta, a rynek wymaga od niej walki o wyświetlenia i dostosowania się do algorytmów. W tym momencie inkluzywność przechodzi test. Nie liczy się już rzucone hasło i samo zaproszenie. Liczy się tylko to, czy twórca dostanie sprzęt, czas i pomoc asystenta, aby móc realnie działać.

Trudne wymogi sieci

Społeczeństwo zazwyczaj patrzy na osoby z niepełnosprawnościami przez pryzmat wzruszenia lub inspiracji. Kiedy te osoby zaczynają mówić o swoich działaniach na przykład o muzyce czy technologii – burzą ten schemat. Przestają być tylko symbolem. To wymaga od odbiorców zmiany nastawienia i większej uwagi. Internet ułatwia publikowanie, ale sukces wymaga regularności. Trzeba mieć dobrą okładkę filmu, chwytliwy opis, trzeba śledzić statystyki, testować różne formaty. I mieć pieniądze – nawet tam, gdzie mówi się, że zasięgi rosną same. Dla osoby z niepełnosprawnością ta praca zaczyna się jeszcze wcześniej – od zorganizowania sobie zwykłego dnia. Dojazd, pomoc asystenta, zmęczenie, koszty – to wszystko wymaga dodatkowego wysiłku. Przycisk „opublikuj” wygląda tak samo dla każdego, lecz droga do niego jest zupełnie inna.

Na moim kanale Kasianawozku widać to w liczbach. W chwili pisania tego tekstu „Przestroga między różami” miała 733 781 wyświetleń. „The Gaze Turns Around” – 79. Między tymi dwoma filmami zmieniło się jedno: przestałam zasilać algorytm pieniędzmi.

Pierwszy wynik pokazuje, że mój głos potrafi dotrzeć do szerokiej publiczności. Drugi, jak szybko ten sam głos gubi drogę do widza, gdy znika finansowe paliwo. I to nie jest tylko liczba pod filmem. To wpływa na moje kolejne decyzje. Mam cztery gotowe piosenki. Teksty istnieją, koncepcje są zamknięte, utwory mogą wejść na kanał. Żadnej jeszcze nie opublikowałam, bo wynik ostatniego filmu osłabił gotowość do wstawienia kolejnej pracy.

Algorytm jest bezlitosny. Bariery też. Piosenka może być gotowa, a głos nadal może zostać zamknięty w pliku, ponieważ droga między przyciskiem „opublikuj” a publicznością ma własną cenę. Utwory zamknięte w przysłowiowej szufladzie to niewidoczny skutek tego, co pokazują liczby przy jednym opublikowanym filmie.

AI wyrównuje szanse

W kulturze i pracy narzędzia są dziś dostępne dla każdego. Ale samo korzystanie z nich też kosztuje: czas, wiedzę, pieniądze. Trzeba realnie przejść od możliwości do działania. Dlatego rozmowa o sztucznej inteligencji tak naprawdę łączy się z rozmową o asystencji i prawie do pracy. AI nie jest tu wyłącznie przyspieszeniem. Może realnie zwiększać szanse wykonywania pracy przez osoby, które mają pomysł, wrażliwość, doświadczenie – ale potrzebują narzędzia, żeby zamienić to w gotowy produkt, tekst czy piosenkę. Może pomagać budować portfolio, przygotowywać treści, pokazywać kompetencje tam, gdzie firmy pytają głównie o tempo, sprzęt i zespół.

Na kanale Kasianawozku pokazuję ten proces od pierwszego zdania do chwili, gdy gotowy utwór może zostać usłyszany. Sama piszę tekst, buduję sens, płacę za narzędzia i decyduję, kiedy efekt oddaje moją intencję. Program może przygotować szkic, uporządkować materiał i przyspieszyć wykonanie. Ale odpowiedzialność za kierunek, sens i jakość pozostaje po mojej stronie.

A AI jest tylko wsparciem, które nie odbiera sprawczości, tylko je rozszerza. Tak samo asystencja w życiu nie zastępuje rodziny OzN, czy nie jest jakąś fanaberią, lecz pozwala być tam, gdzie jego praca i obecność mają znaczenie. Strach przed robotami, które rzekomo zastąpią ludzi, odwraca uwagę od realnego problemu: człowiek potrzebuje narzędzi, aby działać. Kiedyś to była elektryczność, później młotek, a dzisiaj jest to AI.

Kto decyduje o przekazie?

W twórczości i pracy musi zaistnieć jeszcze jeden warunek: głos musi przebić się do odbiorców: kogoś z redakcji czy inwestora. Jeśli zostaje pod algorytmem, bez promocji, bez asystencji, nie zmienia niczyjego myślenia, bo nikt go nie usłyszy. Dlatego rozmowa o AI w muzyce i twórczości wymaga precyzji. Prawa autorskie czy zgoda twórców pozostają realnymi tematami odpowiedzialności. Obok tego istnieje druga grupa ludzi – bez studia, producenta i zaplecza, która ma tekst, emocję i własną wizję.

Co właściwie oznacza zaproszenie do zabrania głosu, kiedy samemu finansuje sobie narzędzia, produkcję i drogę dotarcia? Czy miejsce na stronie internetowej to już realne włączenie, czy tylko ładny gest, po którym twórca i tak zostaje ze wszystkim sam?

Instytucja ma stronę, newsletter, zasięgi i społeczne zaufanie. Autorka wnosi doświadczenie, tekst, kompetencje, czas i przez siebie opłacone narzędzia. Kto w tej relacji dostarcza zasób komu?

Organizacje pytają osoby z niepełnosprawnościami o bariery. Co dzieje się wtedy, gdy odpowiedź wskazuje na samą organizację – która zaprasza do opowiadania historii, ale całą pracę i koszty zostawia po stronie autorki? Czy instytucja naprawdę dopuszcza kogoś do głosu, publikując gotowy materiał? A może dopuszczenie zaczyna się wcześniej od zapewnienia czasu, narzędzi, pomocy, wynagrodzenia i tego, żeby ten głos żył dłużej niż jedną publikację?

Osoba z niepełnosprawnością może zajrzeć na stronę organizacji. Ale czy jej wiedza może wejść do budżetu, do programu, do stałej współpracy? Jak długo można mówić o dopuszczaniu do głosu, skoro gotowe utwory pozostają w plikach, a organizacje z dużą publicznością proszą przede wszystkim o kolejne opowieści o barierach?

Narzędzia nie zastąpią człowieka

Narzędzie może przygotować, poukładać, przyspieszyć montaż czy opis. Wyobraźcie sobie salę operacyjną wartą milion złotych, pacjenta przygotowanego, rozłożone narzędzia – wszystko gotowe. Ale na sali zupełnie nie ma lekarzy. Czy taka operacja ma szansę się udać? A teraz odwrotnie: lekarze bardzo dobrze wyszkoleni, pracowali na tym samym sprzęcie za milion złotych. Wracają do swojego miejsca pracy, gdzie jest: podstawowy zespół, pacjent i respirator. Bez choćby najprostszych narzędzi operacja się nie powiedzie ani na człowieku, ani w kulturze, ani w biznesie.

Odpowiedzialność za kierunek, wybór, sens i jakość pozostaje po stronie tego, kto i w jaki sposób z danych narzędzi korzysta. Dojrzała inkluzywność zaczyna się wtedy, gdy kultura i rynek pracy widzą, czego naprawdę potrzeba, żeby ten głos mógł powstać: czasu, narzędzi, dostępu, asystencji czy przestrzeni na własną interpretację. Głos, który potrzebuje zasobów, żeby się wyprodukować, jest głosem gotowym do rozmowy. Potrzebuje tylko systemu, który traktuje samą obecność jako początek, a nie jako gotowy dowód, że wszyscy już są równi.

Ten artykuł jest dostępny w Biuletynie “Widzialni z Fundacją Avalon” w którym znajdziesz wiele ciekawych artykułów i informacji. Zapraszamy do pobrania i przeczytania wrześniowego numeru!


państwowy fundusz rehabilitacji osób niepełnosprawnych

Biuletyn „Widzialni z Fundacją Avalon” powstaje dzięki dofinansowaniu
Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych PFRON

Powiązane artykuły