×

Wyszukiwarka

Najczęściej wyszukiwane

    Przejdź do głównej zawartości

    Przekaż 1,5%

    Natalia Siuba Jarosz.
    Czas czytania: 4 min

    Rozmowa z Natalią Siubą-Jarosz polską zawodniczką parasnowboardu na XIV Zimowych Igrzyskach Paralimpijskich.

    Jak idą przygotowania do XIV Zimowych Igrzysk Paralimpijskich?

    Idą dobrze, naprawdę. Jestem już w tym momencie, gdzie nie „buduję formy”, tylko dopinam szczegóły: prędkość, automatyzmy, pewność na trasie i świeżość, żeby nie przepalić się przed startami. Równolegle ogarniam logistykę i sprzęt, bo na igrzyskach wygrywa też spokój w głowie, a nie tylko to, co masz w nogach. Jest ekscytacja, ale bardziej w trybie działamy  — najważniejsze to dojechać zdrowo i wejść w starty na czysto.

    Ile godzin dziennie trenujesz?

    To zależy od dnia i miejsca. Na stoku zazwyczaj wychodzi mi około 4–6 godzin czystego treningu (czasem dłużej, jeśli warunki są top i warto dobić objętość). Po pracy w Łodzi to już wersja ograniczona: najczęściej 1–2 godziny — siłownia/mobilność/rower albo spokojne cardio + stabilizacja, żeby utrzymać formę, ale nie zajechać układu nerwowego.

    Jakie jest Twoje największe osiągnięcie sportowe?

    Medale MŚ z hiszpańskiej La Moliny 2023r. – brąz indywidualnie w banked slalomie oraz srebro i złoto drużynowo z Moniką Kotzian oraz oczywiście awans na Igrzyska Paralimpijskie.

    Jesteś jednym z 9 zawodników w Zimowych Igrzyskach Paralimpijskich – jakie to uczucie? Czy czujesz się wybranką?

    Czy czuję się wybranką? Nie. Czuję się odpowiedzialna. Bo wiem, ile osób by chciało być na moim miejscu, i wiem, że jak już tam jestem, to chcę pojechać nie „żeby być”, tylko żeby przejechać swoje najlepiej jak potrafię. I to jest chyba najbardziej satysfakcjonujące: że to nie jest przypadek, tylko konsekwencja.

    Dlaczego akurat parasnowboard?

    Bo to jest sport, w którym czuję się najbardziej „u siebie”. Snowboard daje mi wolność, prędkość i ten specyficzny stan w głowie: pełne skupienie, zero miejsca na udawanie. Do tego to jest dyscyplina, gdzie liczy się charakter — wstajesz po glebie, wracasz na start, robisz swoje. Trenuję się go też w pięknych okolicznościach przyrody, z pełnią majestatu i surowości wysokich gór.

    Jak zaczęła się Twoja przygoda ze sportem?

    Zaczęło się dość naturalnie – od potrzeby ruchu i sprawdzenia, na co mnie stać, mimo ograniczeń. Najpierw były prostsze formy aktywności, a potem coraz bardziej „konkret”: trening, cele, regularność. W pewnym momencie przestało to być tylko sportem dla zdrowia, a stało się sposobem na życie i regulację głowy.

    Snowboard przyszedł trochę z marzenia i gier komputerowych, w które grałam z braćmi – kręciło mnie to – jazda, góry, prędkość. Jak w końcu trafiłam na ludzi i warunki, żeby to robić serio, to poszło szybko: pierwsze starty, pierwsze mocne treningi i ta myśl: okej, jeżeli chcę to robić to lecimy na grubo z celami.

    Czy środki zbierane na subkoncie w Fundacji Avalon pomagają Ci w realizacji swojej pasji?

    Tak – realnie pomagają. Uprawianie snowboardu jest po prostu drogie i nie ma co udawać: wyjazdy, noclegi, skipassy, startowe, serwis i przygotowanie sprzętu, fizjo, czasem badania i regeneracja… to wszystko się kumuluje. Środki z subkonta w Avalonie pozwalają mi zamykać te koszty bez ciągłego kombinowania „czy mnie na to stać” i dzięki temu mogę skupić się na treningu i startach, a nie na gaszeniu pożarów finansowych.

    Jakie masz plany po Paralimpiadzie?

    Po Paralimpiadzie chcę zrobić trzy rzeczy: najpierw krótko odetchnąć i wrócić do siebie (sen, regeneracja, ogarnięcie organizmu), potem spokojnie podsumować sezon i przeanalizować starty na chłodno, a dopiero później decydować o kolejnych celach sportowych.

    Równolegle wracam do mojej „drugiej nogi”, czyli medycyny – rezydentura i normalny rytm pracy w Łodzi. Oczywiście to będzie też czas dla „zaniedbanego” życia rodzinnego.

    Jakie inne dyscypliny sportu trenowałaś?

    Przejściowo bieganie – głównie jako budowanie wydolności i „czyszczenie głowy” w okresach bez śniegu. No i zawsze ciągnęło mnie do sportów deskowych: zanim parasnowboard wszedł na serio, była deskorolka i ogólnie zajawka na jazdę na desce w różnych wariantach.

    Podaj trzy rady dla początkujących sportowców, które pomogą im uwierzyć w siebie i zacząć przygodę ze sportem na dobre.

    Pierwsza: przestań czekać na „pewność siebie” i dobry dzień. Ona nie przychodzi przed startem, tylko po serii małych dowiezionych rzeczy. Ustal najprostszy plan (np. 3 treningi w tygodniu) i trzymaj go jak umowę z samym sobą.

    Druga: mierz się z wczorajszą wersją siebie, nie z Instagramem. Zapisuj cokolwiek: czas, ciężar, liczbę powtórzeń, długość spaceru. Jak widzisz progres na papierze, głowa szybciej zaczyna wierzyć. Od lat kieruję się zasadą „ better done, than perfect”, ważne żeby robić cokolwiek (nawet spacer!), ale regularnie, niż jeden wspaniały, długi trening, a potem kilka tygodni przerwy.

    Trzecia: zrób środowisko, które cię niesie, a nie sabotuje. Umów się z kimś na trening, dołącz do grupy, weź trenera choćby na kilka spotkań. Motywacja bywa kapryśna – system i ludzie robią robotę, gdy jej nie ma.

    Dziękuję za udział w wywiadzie.